Hańba brzeska – epilog

Skazani w procesie brzeskim zostali zrehabilitowani po 90 latach od prawomocnego wyroku skazującego. W latach 2007-2011 posłowie PSL domagali się wniesienia na ich rzecz kasacji nadzwyczajnej, ale Prokurator Generalny nie znajdował do tego podstawy bez odnalezienia lub odtworzenia akt procesu. W 2019 roku, na wniosek posłów dotyczący Wincentego Witosa sprawą zajął się Rzecznik Praw Obywatelskich, który w lipcu 2020 r. wniósł do Sądu Najwyższego kasację na korzyść wszystkich 10 skazanych.

RPO zarzucił wyrokowi Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dn. 20.07.1932 r. rażące i mające istotny wpływ na jego treść naruszenie prawa materialnego, tj.

  1. art. 104 w zw. z art. 108 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 17 marca 1921 r. w związku z art. 102 cz. I Kodeksu karnego z 1903 r., poprzez uznanie publicznej działalności każdego z oskarżonych, mającej charakter polityczny, prowadzonej w ramach porozumienia stronnictw politycznych tzw. „Centrolewu”, za niepodlegającą ochronie prawnej wypływającej z powyższych przepisów Konstytucji, jako przejaw uczestniczenia w „spisku” w rozumieniu wyżej wskazanego przepisu ustawy karnej,
  2. art. 102 cz. I Kodeksu karnego z 1903 r., poprzez wyrażenie błędnego poglądu prawnego, że ze „spiskiem” w rozumieniu tego przepisu mamy do czynienia wówczas, gdy doszło do wspólnego porozumienia się kilku osób, którego treścią jest dokonanie zbrodni stanu z art. 100 k.k. z 1903 r.,
    przy czym wystarczająca jest ogólnie nakreślona zmowa, w sytuacji gdy prawidłowa wykładnia tego znamienia prowadzi do wniosku, iż dla zaistnienia „spisku” nadto konieczne jest, aby spełnienie zamierzonego przestępczego celu było realizowane według określonego (oznaczonego) planu.

RPO wniósł o uchylenie zaskarżonego wyroku i zatwierdzonego nim wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie, i o uniewinnienie oskarżonych od popełnienia zarzucanego im czynu.

Sąd Najwyższy rozpoznał sprawę dopiero po odtworzeniu większości przedwojennych akt sprawy. Co ciekawe, w przeciwieństwie do popierających kasację RPO, obrońców z urzędu i PSL (jako przedstawiciela społecznego), prokurator w wystąpieniu końcowym na rozprawie kasacyjnej wnosił – z uwagi na nieodtworzenie całości akt – o pozostawienie kasacji bez rozpoznania, ewentualnie o umorzenie postępowania kasacyjnego.

Wyrokiem z dnia 25 maja 2023 r. Sąd Najwyższy uchylił zaskarżony wyrok Sądu Apelacyjnego, jak i zatwierdzony nim wyrok Sądu Okręgowego i uniewinnił 10 oskarżonych. W obszernym uzasadnieniu orzeczenia SN stwierdził, iż w kasacji prawidłowo wskazano wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 20 lipca 1933 r., jako prawomocne orzeczenie sądu w rozumieniu art. 521 k.p.k., że brak jest podstaw do odrzucenia kasacji i „że wiążące każdy praworządny wymiar sprawiedliwości nakazy przywrócenia sprawiedliwości nie gasną wraz z upływem czasu, lecz pozostają w nim niezmiennie trwałe”. Uznał, iż akta sprawy zostały odtworzone w zakresie niezbędnym do rozpoznania kasacji, wniosek prokuratora zgłoszony po zamknięciu rozprawy nie zasługuje zatem na uwzględnienie.

Stwierdził dalej, że Sąd Apelacyjny nie rozważył należycie zarzutów podniesionych w apelacjach obrońców oskarżonych, w tym zarzutów kwestionujących ustalenia Sądu I instancji o utworzeniu przez oskarżonych spisku w celach wskazanych w art. 100 cz. III k.k. z 1903 r., jak również posługiwaniu się oskarżonych przemocą w celu usunięcia członków rządu sprawującego w tym czasie władzę w Polsce, przeprowadzona przez ten Sąd „kontrola odwoławcza była powierzchowna, wybiórcza, niepełna, a tym samym nierzetelna, po drugie, że w jej wyniku doszło do utrzymania w mocy wadliwego wyroku skazującego dziesięciu oskarżonych za zachowania, które nie wyczerpywały znamion zarzucanego im przestępstwa udziału w spisku mającego na celu obalenie przemocą rządu”.

Zdaniem SN „sąd odwoławczy zignorował również zarzuty i twierdzenia apelujących obrońców oskarżonych, że skoro ‘przemocy, gwałtu można dopuścić się bądź bezpośrednio na osobie krzywdzonej, bądź pośrednio w wypadku, gdy gwałt skierowany jest przeciwko osobie, której się chce gwałt zadać, stosowany zostanie do innej osoby, a nawet przedmiotu, to pod pojęcie zamachu przewidzianego przez cz. 3 art. 100 k.k. podpadają wszelkie czyny przemocy (…) dokonane bezpośrednio na członkach sprawującego władzę rządu lub też innych osobach lub przedmiotach a mające na celu i mogące osiągnąć obalenie rządu (…). Takimi czynami np. będą pozbawienie ministrów życia, aresztowanie ich, wyrzucenie siłą, rozbicie wojska (…), albowiem czyny tego rodzaju uniemożliwiają sprawowanie czynności przez bezpośrednie związanie woli lub pośrednio zmuszają wolę do poddania się przemocy’. Brak jakiegokolwiek odniesienia się do tych zarzutów i argumentów, którym trudno odmówić racjonalności, skoro i obecnie na gruncie art. 128 § 1 k.k. przyjmuje się, że przemoc może polegać na podjęciu akcji zbrojnej, a także przybierać inne formy oparte na wykorzystaniu siły fizycznej lub gwałtu, prowadzące na przykład do uniemożliwienia konstytucyjnej działalności organów państwowych, świadczy o wadliwości dokonanej kontroli odwoławczej wyroku Sądu I instancji.”

SN wskazał, iż „do zrealizowania znamion przypisanego oskarżonym przestępstwa udziału w spisku mającego na celu obalenie przemocą rządu (‘wzięli udział w spisku z wiedzą o tem, że spisek ten dążył do usunięcia przemocą członków rządu’) nie wystarczał przymus psychiczny. […] Skoro nie zostało wykazane (ustalone), że oskarżeni byli uczestnikami takiego porozumienia, które dążyło do usunięcia przemocą członków rządu sprawującego w tym czasie władzę w Polsce (że brali udział w takiej grupie, organizacji, stronnictwie, stowarzyszeniu, zrzeszeniu, czy inaczej określanej strukturze, która do tego dążyła), a więc należeli do spisku mającego na celu obalenie rządu, to niezależnie od innych ważkich względów, ich zachowanie nie wyczerpywało znamion zarzucanego i przypisanego im przestępstwa udziału w spisku zawiązanym w celu dokonania zbrodni z art. 100 k.k. z 1903 r. (art. 97 k.k. z 1932 r.).”

Według SN „Sąd Apelacyjny w Warszawie nie rozważył też należycie zarzutów apelacji obrońców wskazujących, że konieczne jest udowodnienie każdemu z oskarżonych z osobna […] jaką konkretnie miał rolę i jakie w spisku podejmował czynności. […] oskarżonym nie wykazano dokonania ani planowania żadnych działań, które byłyby sprzeczne z ówczesnym porządkiem prawnym”.

Reasumując, SN stwierdził, że „Sąd Apelacyjny w Warszawie w wyniku nieprawidłowej, gdyż dokonanej z rażącym naruszeniem przepisów prawa procesowego kontroli odwoławczej, zatwierdził (utrzymał w mocy) wadliwy wyrok Sądu I instancji, którym, w wyniku dokonania ustaleń faktycznych z rażącym naruszeniem zasad oceny dowodów, przejawiających się dowolnością ocen skazano oskarżonych za czyn, który nie wyczerpywał znamion określonych w art.100 cz. III w zw. z art. 102 cz. I k.k. z 1903 r. (art. 97 § 1 w zw. z art. 95 k.k. z 1932 r.).

„Sprawa procesu brzeskiego jest ciągle w pełni aktualna i powinna stanowić lekcję na temat roli prawa i sądów w demokratycznym państwie prawnym, lekcję nie tylko dla sędziów, ale także dla przedstawicieli władzy wykonawczej i ustawodawczej, a wreszcie lekcję dla nas wszystkich. Sprawa ta powinna także stanowić przestrogę przed pokusą ulegania ponad miarę, emocjom politycznym, pokusą zwalczania przeciwników politycznych z wykorzystaniem instrumentów państwa i prawa, pokusą podejmowania działań wbrew prawu, w tym Konstytucji, dla osiągnięcia celów politycznych i poszerzania zakresu władzy.”

Hańba brzeska – ku pamięci.

Hańba brzeska – ku pamięci

Wkrótce mija sto lat od przewrotu majowego. Jednym z jego następstw był haniebny, przeprowadzony na polityczne zamówienie proces brzeski. Opozycyjni politycy: Wincenty Witos, Kazimierz Bagiński, Norbert Barlicki, Adam Ciołkosz, Stanisław Dubois, Władysław Kiernik, Herman Lieberman, Mieczysław Mastek, Adam Pragier, Józef Putek i Adolf Sawicki zostali oskarżeni o to, że:

„po wzajemnem porozumieniu się i działając wspólnie przygotowali zamach, którego celem było usunięcie przemocą członków sprawującego w Polsce władzę rządu  i zastąpienie ich przez inne osoby, wszakże bez zmiany zasadniczego ustroju państwowego, przyczem działalność ich polegała na wywoływaniu i podnieceniu w masach nastrojów rewolucyjnych przez:

  1. podburzanie do nienawiści przeciwko rządowi, do obalenia go przemocą, do nieposłuszeństwa władzy, do niepłacenia podatków oraz
  2. przez dyskredytowanie, ośmieszanie i wyszydzanie władz państwowych, przyczem akcja ta prowadzona była w prasie, na kongresach, zgromadzeniach, wiecach i zebraniach oraz szerzona w odezwach i ulotkach;
  3. na organizowaniu, szkoleniu i uzbrajaniu kadr rewolucyjnych i
  4. na utworzeniu kierowniczej organizacji rewolucyjnej, występującej na zewnątrz pod nazwą ‘Centrolewu’, która ułożyła plan objęcia przemocą władzy, zwołała tzw. ‘Kongres Krakowski’, opracowała rewolucyjne uchwały, przyjęte na tym Kongresie, wydała nakaz zmobilizowania mas i urządzenia zbrojnego ‘Marszu na Warszawę’, czego następstwem były w dniu 14 września 1930 krwawe wystąpienia w 22 miastach Polski, lecz zamierzonego zamachu nie dokonali z przyczyn niezależnych od ich woli, wobec udaremnienia ich akcji przez władzę”.

Postawa adwokatów broniących niesłusznie oskarżonych opozycjonistów wpisuje się w najpiękniejsze karty historii polskiej palestry. Ich mowy obrończe, jak i wywody apelacyjne zasługują na uwagę zarówno historyków, jak i współczesnych adwokatów.

Wyrokiem z 13 stycznia 1932 r. Sąd Okręgowy w Warszawie uznał dziesięciu oskarżonych (za wyjątkiem Adolfa Sawickiego) za winnych tego, że „w 1930 r. w Warszawie, brali udział w spisku utworzonym w łonie organizacji pozaparlamentarnej, zwanej popularnie ‘Centrolew’ albo ‘Związek Obrony Prawa i Wolności Ludu’, wreszcie ‘Porozumienie Stronnictw Lewicy i Środka’, z wiedzą o tem, że spisek ten dążył do zamachu, mającego na celu obalenie przemocą członków rządu sprawującego w tym czasie władzę w Polsce, i zastąpienia ich przez inne osoby, wszakże bez zmiany zasadniczego ustroju państwowego, przyczem udział oskarżonych w tym spisku wyrażał się w przygotowywaniu tego zamachu” i wymierzył im kary więzienia.

Obrońcy oskarżonych we wspólnej apelacji zaskarżyli wyrok w całości i wnieśli o uniewinnienie oskarżonych. Kwestionowali dokonaną przez sąd pierwszej instancji ocenę dowodów, ustalenia faktyczne przyjęte za podstawę wyroku, jak też ocenę prawną. Sąd ten ustalił, iż obiektem zamachu miał być system rządzenia w państwie, podczas gdy zgodnie z przepisami wskazanymi jako podstawa prawna obiektem takim mógł być urzędujący prezydent i członkowie rządu. Twierdzili, iż „Centrolew” skupiający różne ugrupowania polityczne nie mógł być spiskiem. Podstawowymi cechami spisku w świetle ówczesnego prawa były „tajność, zwarta bezwzględnie karna całość i ściśle skonkretyzowany plan bezpośredniego działania”, których to cech „Centrolew” nigdy nie miał. Nadto, postępowanie dowodowe nie potwierdziło „posiłkowania się przemocą”. Obrońcy zarzucili też brak indywidualizacji winy każdego z oskarżonych, a w miejsce tego ustalanie „winy kolektywnej”.

11 lutego 1933 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie nie uwzględnił apelacji obrońców, uwzględnił natomiast apelację prokuratora, który żądał „powiększenia kar” i zmienił wyrok, wymierzając kary jeszcze surowsze. Jak widać, im wyższa instancja sądowa, tym sprawniej wykonywano polityczne zamówienie.

Na skutek kasacji obrońców wyrok ten został uchylony przez Sąd Najwyższy 9 maja 1933 r. z przyczyn formalnych, ale po ponownym rozpoznaniu sprawy Sąd Apelacyjny 20 lipca 1933 r. ponownie wymierzył oskarżonym surowe kary. W październiku 1933 r. Sąd Najwyższy oddalił drugą kasację obrońców.

Po wybuchu II wojny światowej skazani politycy zostali objęci amnestią na podstawie dekretu Prezydenta RP z 31 października 1939 r. Na ich rehabilitację trzeba było czekać jeszcze ponad osiemdziesiąt lat…