„Brać adwokatów w jeżowe rękawice”- skąd my to znamy?

Adwokatura nigdy nie była ulubieńcami dyktatorów, przywódców w systemie autorytarnym, czy polityków o przerośniętym ego. W latach Polski Ludowej rządzący odwoływali się do zalecenia Lenina, które w wygładzonym tłumaczeniu na język polski brzmiało: „Adwokatów należy brać w jeżowe rękawice i trzymać w stanie osaczenia, w przeciwnym razie ta inteligencka hołota często bruździ”. Przywołał je w 1953 r. wiceminister sprawiedliwości Stanisław Rek w pamflecie „Adwokatura. Jej funkcje i oblicze” w 1953 r.; pamiętali o nim partyjni posłowie. Na ostatnim w PRL Krajowym Zjeździe Adwokatury, w listopadzie 1989 r., prezes NRA Kazimierz Łojewski wypominał ministerstwu sprawiedliwości realizowanie tej dyrektywy przez całe powojenne czterdziestolecie. Jako dyrektywę odczytywali te słowa Lenina również historycy adwokatury – Adam Redzik, Marcin Zaborski i Andrzej Bąkowski.

Warto zatem przyjrzeć się tej wypowiedzi, pochodzącej z listu przyszłego „wodza rewolucji” z 19 stycznia 1905 r. do Jeleny Stasowej i grupy działaczy Rosyjskiej Socjaldemokratycznej Partii Pracy, objętych wówczas postępowaniem karnym za działalność antypaństwową (stąd nazwa listu: „do Stasowej i towarzyszy w moskiewskim więzieniu”). Treść wydaje się banalna. W liście tym Lenin po prostu instruował towarzyszy, jak należy zachować się w procesie i jak ułożyć swoje relacje z obrońcami. Wskazywał, że udział obrońcy potwierdza udział oskarżonego jako strony w czynnościach procesowych. Uważał, iż adwokat powinien skupić się na zarzutach formalnych.  Współczesnego czytelnika może razić knajacki język i chaos w jego wypowiedzi, co dawni interpretatorzy oczywiście pomijali.

Lenin pisał w 1905 r., co następuje (tłumaczenie własne z pomocą AI):

Kwestia adwokata. Adwokatów trzeba brać w jeżowe rękawice i trzymać ich w osaczeniu (dosł. stanie oblężenia), bo ta inteligencka swołocz często podle się zachowuje. Należy im zapowiedzieć: jeśli ty, sukinsynu, pozwolisz sobie choćby na najmniejszą nawet nieprzyzwoitość albo polityczny oportunizm (mówiąc o „niedojrzałości”, o „błędności” socjalizmu, o „zauroczeniu”, o odrzucaniu przemocy przez socjaldemokratów, o pokojowym charakterze ich nauki i ruchu itd.), to ja jako podsądny, natychmiast publicznie ci przerwę, nazwę cię łajdakiem i oświadczę, że rezygnuję z takiej obrony. I te groźby trzeba spełniać. Brać tylko mądrych adwokatów — innych nie potrzeba. Z góry stawiać im warunek: mają wyłącznie krytykować i „łapać” świadków oraz prokuratora na sprzecznościach i fałszerstwach oraz kompromitować stronniczość sądu.

Nawet inteligentny liberalny adwokat jest skłonny powiedzieć lub zasugerować pokojowy charakter ruchu socjaldemokratycznego albo uznanie jego kulturalnej roli przez ludzi pokroju Wagnera itd. Wszystkie takie próby trzeba zdusić w zarodku.

Prawnicy to najbardziej reakcyjni ludzie, jak — zdaje się — mówił Bebel. Każdy powinien znać swoje miejsce. Bądź tylko prawnikiem: wyśmiewaj świadków oskarżenia i prokuratora, co najwyżej przeciwstawiaj taki sąd sądowi przysięgłych w wolnym kraju — ale przekonań oskarżonego nie dotykaj i nie waż się ich oceniać. Bo ty, liberałku, do tego stopnia ich nie rozumiesz, że nawet chwaląc je, nie potrafisz uniknąć uproszczeń.

Oczywiście, wszystko to można przekazać adwokatowi nie w sposób grubiański, lecz miękko, elastycznie i rozważnie. Najlepiej się adwokatów obawiać i im nie wierzyć— zwłaszcza jeśli twierdzą, że są socjaldemokratami i członkami partii.

Jakie stąd wnioski?

Po pierwsze, że cytowane słowa odnoszą się do adwokatury w carskiej Rosji, czyli w państwie kapitalistycznym (pamiętajmy, że zostały napisane w 1905 r.), a nie do adwokatury w „ojczyźnie proletariatu”. Po drugie, że pomimo wyraźnej niechęci, a nawet pogardy do całej grupy zawodowej, jako z natury liberalnej i uważanej przez autora listu za „reakcyjną”, dzielił on adwokatów na „mądrych”, tj. podzielających jego poglądy i wykonujących ściśle instrukcje (których należy instruować „miękko, elastycznie i rozważnie”), oraz pozostałych (których „brać nie potrzeba”). Nie dziwi końcowa refleksja, iż „mimo wszystko lepiej się adwokatów bać i nie wierzyć im”, i stwierdzenie „szczególnie, jeśli powiedzą, że są socjaldemokratami i członkami partii”. Każdy adwokat może stanowić zagrożenie, tym bardziej jako członek tej samej partii.

Traktowanie wypowiedzi Lenina jak ewangelii, częste w czasach „realnego socjalizmu”, prowadziło zwykle na intelektualne manowce. Na użytek polityczny, wyrwane z kontekstu, cytowane na wstępie zdanie, odczytywano w PZPR najpierw jako naganę całej grupy zawodowej, a potem jako przyzwolenie na nową socjalistyczną adwokaturę, ale niezmiennie obdarzaną tylko ograniczonym zaufaniem.

„Gorliwym” politykom i urzędnikom – ku przestrodze

Miałem niedawno możliwość zapoznania się z uzasadnieniem niepublikowanego wyroku Sądu Najwyższego z 3 czerwca 1992 r. (sygn. akt I Pa 3/92) oddalającego odwołanie od decyzji Ministra Sprawiedliwości sprzeciwiającej się wpisowi na listę adwokatów byłego ministerialnego urzędnika, który po odwołaniu z dość eksponowanego stanowiska wnioskował o przyjęcie do adwokatury. Personalia i szczegóły nie są tu istotne, rzecz bowiem sprowadza się w istocie do tego, że wnioskodawca, pełniąc przez kilka lat swój urząd, wyrządził wiele szkód adwokaturze i adwokatom, a w toku postępowania po kolejnych odmowach wpisu ze strony organów samorządowych wyjaśniał, że po prostu wykonywał gorliwie swoje obowiązki.

W pisemnym uzasadnieniu wyroku oddalającego odwołanie wnioskodawcy trójkowy skład SN (sprawozdawcą była SSN Teresa Romer) najpierw przypomniał, że „adwokat do wykonywania swego zawodu musi posiadać nie tylko określone prawem kompetencje, przygotowanie zawodowe, ale również ze względu na charakter swojej pracy musi reprezentować sobą określone wartości – nieskazitelny charakter i takie dotychczasowe postępowanie, które daje rękojmię, iż zawód będzie wykonywał prawidłowo.” 

Następnie, po dokonaniu oceny dowodów, odniósł się do kwestii urzędniczej gorliwości.  „Gorliwość w wykonywaniu obowiązków ma swoje granice – stwierdził SN – granice te wyznaczają takie pojęcia, jak sprawiedliwość, poszanowanie innych, tolerancja dla działań podejmowanych w słusznej sprawie, lojalność wobec środowiska zawodowego w ramach uprawnień temu środowisku przyznanych. Gorliwość przekraczająca wskazane granice nabiera cech pejoratywnych. Motywem jej przestaje być chęć jak najlepszego wykonywania obowiązków, a stają się często przesłanki osobiste, chęć zrobienia kariery kosztem krzywdy całego środowiska i jednostek. W konsekwencji osobę przejawiającą taki rodzaj gorliwości trudno uznać za kogoś o nieskazitelnym charakterze.”

Zdaniem SN właśnie wcześniejsze naganne zachowanie może przesądzać tak o braku nieskazitelnego charakteru, jak i o braku rękojmi. „Adwokat to wywodzące się z czasów rzymskich pojęcie osoby proszonej o pomoc. Gwarancją właściwego wykonywania tego obowiązku i innych, o których już wspomniano, przez osobę starającą się o wpis na listę adwokatów jest ocena jej poprzednich postaw i zachowań” – czytamy w uzasadnieniu wyroku.

Warto, aby współcześni parlamentarzyści, politycy, byli i aktualni urzędnicy rozważający przystąpienie lub powrót do adwokatury czy nawet pozostający w adwokaturze jako niewykonujący zawodu, mieli powyższe orzeczenie na uwadze.