Wspomnienie o dziekanie Dubois

Dekadę temu odszedł Maciej Dubois, przez 17 lat dziekan warszawskiej rady adwokackiej. Rocznica ta zbiegła się z drugim wydaniem książki pt. „Adwokat. Rozmowa o życiu w ciekawych czasach” – wywiadu-rzeki przeprowadzonego z nim przez Michała Komara.

18 maja 2026 r.  w siedzibie warszawskiej ORA dzielili się wspomnieniami o powszechnie szanowanym dziekanie i obrońcy w głośnych procesach: jego syn adw. Jacek Dubois, prof. Mirosław Wyrzykowski, były prezes SN Stanisław Zabłocki, adw. Krzysztof Stępiński i autor wspomnianej książki. Dyskusja była interesująca, a choć jej ton w wyniku przywoływanych anegdot był lekki, wyraźnie wyczuwalna była troska o adwokackie imponderabilia. Mało mówiono natomiast o zaangażowaniu dziekana Dubois w życie samorządowe.

Przebieg tego spotkania skłonił mnie do następującej refleksji.

Warszawska adwokatura miała w okresie PRL dwóch wybitnych dziekanów – dr Stanisława Garlickiego (w latach 1956-1967) i Macieja Dubois (w latach 1972-1989). Obaj byli świetnymi adwokatami (Garlicki – cywilistą, Dubois – karnistą), socjalistami z przekonania (dla zrozumienia ich światopoglądu niezbędne jest uwzględnienie kontekstu historycznego) i obrońcami adwokackiej samorządności w realiach autorytarnego państwa. Obaj zasługują na rzetelne warsztatowo biografie, bo ich wkład w historię polskiej adwokatury jest niezaprzeczalny. 

W przypadku Macieja Dubois służyłoby to też wyjaśnieniu jego roli w sprawie wymuszonej rezygnacji prezes Marii Budzanowskiej w 1985 r., wokół czego czyniono mu zarzuty na forum NRA w pierwszej dekadzie tego wieku. Wedle moich badań warszawski dziekan nie przyczynił się do tej rezygnacji bardziej niż pozostałych 23 członków ówczesnej NRA głosujących w listopadzie 1984 r. za uchwałą wzywającą M. Budzanowską do ustąpienia. Szukał natomiast kompromisowego rozwiązania, które pozwoliłoby Budzanowskiej formalnie zachować stanowisko, a jednocześnie wystarczyło do przekonania władzy do zakończenia nagonki na adwokaturę.

Swoją drogą, malowanie obrazu świata tylko czernią i bielą jest łatwe, ale zwykle nie prowadzi do odtworzenia rzeczywistości.

Kilka spostrzeżeń po zgromadzeniu mojej izby adwokackiej

W sobotę 16 maja br. odbyło się coroczne Zgromadzenie Izby Adwokackiej w Warszawie — w tym roku nie wyborcze, lecz wyłącznie sprawozdawcze. Choć zawód adwokata wykonuje w izbie ponad 7 tys. osób (izba liczy ogółem prawie 10 tys. członków), dzięki formule hybrydowej udało się zachować zarówno demokrację bezpośrednią, jak i sprawny przebieg obrad. Zgromadzenie zatwierdziło sprawozdania oraz udzieliło Okręgowej Radzie Adwokackiej absolutorium.

Nie wszystko poszło jednak po myśli samorządowego kierownictwa izby. Zgromadzenie uchwaliło składkę adwokacką na rok 2026 niższą miesięcznie o 7 zł od proponowanej przez ORA, co w skali roku obniża wpływy do budżetu izby o ponad pół miliona złotych i zmusza Radę do szczególnie oszczędnego gospodarowania. ORA zapewne ustali przyczyny tej porażki podczas swoich posiedzeń, jednak już teraz warto podzielić się kilkoma spostrzeżeniami:

  1. Zapomniano, że adwokaci co do zasady nie są skłonni do zwiększania swoich wydatków na samorząd, jeśli nie są przekonani o zasadności takich działań. Uzasadniając potrzebę podwyżki, przedstawiciele ORA nie posługiwali się dostatecznie rzeczową argumentacją. Wystąpienia w tej sprawie były albo ogólnikowe i patetyczne, albo wręcz trywialne. To lekcja do odrobienia przed następnym Zgromadzeniem.
  2. Warszawska ORA jest postrzegana w tej kadencji z jednej strony jako gremium skłócone i nieefektywne (czego potwierdzeniem może być zgłoszenie przez członka Rady alternatywnego wobec ORA projektu niższej składki), a z drugiej — jako zamknięte grono beneficjentów samorządowego budżetu. W interesie izby leży zmiana tego wizerunku przez wszystkich członków ORA. W przeciwnym razie będziemy coraz bardziej zmęczeni sporami i z niecierpliwością oczekiwać końca kadencji.
  3. W kilku głosowaniach nad uchwałami zgromadzenia uderzająco wysoka była liczba osób wstrzymujących się od głosu, co może oznaczać, że treść uchwał nie była dla nich istotna albo że nie mieli wyrobionego zdania na ich temat. Warto zastanowić się nad tym problemem.
  4. Z uwagi na zmiany demograficzne w warszawskiej adwokaturze panuje przekonanie, że samorządowe mechanizmy demokratyczne istniały od zawsze, podczas gdy niewielu uświadamia sobie, iż adwokaci przez cztery dziesięciolecia zabiegali o rzeczywistą samorządność. Stąd biorą się niezasadne — na szczęście sporadyczne — głosy kwestionujące potrzebę istnienia samorządu w jego obecnym kształcie, którym populistyczni politycy mogą jedynie przyklasnąć. Kto uważa, że samorząd powinien funkcjonować lepiej, powinien go wspierać, przedstawiać pomysły na jego usprawnienie, przekonywać do swoich racji w dyskusji, a wreszcie startować w wyborach do jego organów, zamiast poddawać w wątpliwość zasadność jego istnienia.