Trzy tygodnie na sporządzenie apelacji cywilnej – rzeczywistość czy iluzja?

Jesteśmy przyzwyczajeni, że zgodnie z art. 369 §1 kpc apelację wnosi się w terminie dwóch tygodni od dnia doręczenia wyroku wraz z pisemnym uzasadnieniem. Nowelizując procedurę cywilną w 2019 roku wprowadzono w art. 369 §11 KPC, wg którego w przypadku przedłużenia określonego w art. 329 §2 kpc dwutygodniowego terminu na sporządzenie pisemnego uzasadnienia wyroku termin na wniesienie apelacji wynosi nie dwa, a trzy tygodnie.

Czy strona, która otrzyma wyrok z pisemnym uzasadnieniem sporządzonym grubo po upływie dwutygodniowego terminu ma zatem trzy tygodnie na złożenie apelacji? Nie, jeśli sędzia nie wystąpił do prezesa sądu o przedłużenie terminu na sporządzenie uzasadnienia i/lub prezes nie wydał pisemnego zarządzenia o przedłużeniu tego terminu na czas oznaczony. Jeśli zatem otrzymanemu wyrokowi z pisemnym uzasadnieniem nie towarzyszy odpis zarządzenia prezesa sądu o przedłużeniu terminu na sporządzenie uzasadnienia wyroku albo informacja o wydaniu takiego zarządzenia (zob. art. 369 §11 zdanie drugie kpc), apelację należy wnieść w terminie dwóch tygodni.

Tajemnicą poliszynela jest, że sędziowie niejednokrotnie nie dają rady sporządzać uzasadnień w krótkim, ale instrukcyjnym 14-dniowym terminie. Nie oznacza to wszakże, że w każdym przypadku niedotrzymania tego terminu występują do prezesa sądu o jego przedłużenie. Trzytygodniowy termin na sporządzenie apelacji to zatem bardziej iluzja niż rzeczywistość.

Warto też pamiętać, iż od 7 listopada 2019 roku skreślony jest art. 369 §2 kpc, co oznacza, że brak wniosku o pisemne uzasadnienie wyroku uniemożliwia wniesienie apelacji.

Dlaczego otwieram ten blog?

Bo mam pamięć słonia: pamiętam adwokaturę „zespołową”, kiedy w Warszawie wykonywało swój zawód mniej niespełna 500 adwokatów, byłem uczestnikiem przekształcania palestry – pod hasłem merytokracji w zróżnicowaną zbiorowość i uważam, że warto się tą pamięcią dzielić.

Bo pisuję o prawie i adwokaturze od początku lat dziewięćdziesiątych, a od 2011 roku pod szyldem adwokata-bibliofila gawędzę na łamach samorządowego czasopisma „Palestra” o tym, co uważam za ważne i ta forma wypowiedzi już mi nie wystarcza.

Bo od ponad 30 lat zanurzam się w adwokackiej praktyce, dzięki czemu umiem odróżnić blagę od prawdy i prawo od bezprawia, i chcę podpowiadać, jak te różnice zauważać.

Bo odróżniam sacrum od profanum oraz ius od lex i chciałbym, aby ta umiejętność nigdy nie zanikła.