Ministerialny „donos” na adwokackich seniorów

Prawo o adwokaturze z 26 maja 1982 r. wprowadziło zakaz wykonywania zawodu adwokata w zespołach adwokackich po ukończeniu 70 roku życia. Jako że w ówczesnej adwokaturze zdecydowaną większość stanowili starsi panowie (średnia wieku oscylowała wokół 58 lat) ustawowe wprowadzenie nawet tak wysokiego wieku emerytalnego oznaczało od początku jej obowiązywania rychłe odejście z zawodu ok. 15% adwokatów. Ustawa weszła w życie 1 października 1982 r., ale zgodnie z jej art. 98 adwokaci, którzy ukończyli 70 lat przed tą datą, mogli pracować w zespołach jeszcze do 31 grudnia 1983 r. Ustawodawca nie określił natomiast, jak traktować tych, którzy osiągną ten wiek po wejściu ustawy w życie.

Kierownictwo adwokackiego samorządu spierało się w tej kwestii z Ministerstwem Sprawiedliwości, niekorzystną dla adwokatury uchwałę podjął Sąd Najwyższy, ostatecznie uzgodniono, że adwokaci, którzy ukończyli 70 lat pomiędzy 1 października 1982 r. i 31 lipca 1983 r. kończą działalność 31 lipca 1983 r., a ci, którzy dożyją tego wieku później, muszą przestać wykonywać zawód w dniu swoich 70-tych urodzin, choć w zespole mogą pozostać do końca miesiąca, w którym się urodzili.

Kierowane przez nieprzychylnego adwokaturze Lecha Domerackiego ministerstwo sprawiedliwości 17 czerwca 1983 r. skierowało do prezesów sądów wojewódzkich pismo nakazujące dopilnowanie, aby adwokaci w wieku emerytalnym nie występowali w toczących się postępowaniach przed sądami. Do pisma załączono listę kilkudziesięciu adwokatów z podaniem dat ich urodzin i ukończenia siedemdziesiątego roku życia. Wiceminister Zdzisław Jędrzejczak zobowiązywał prezesów sądów do zapoznania wszystkich sędziów z jego treścią. Kategoryczna redakcja tego pisma, wskazująca na wiek, a nie na utratę członkostwa w zespole adwokackim jako formalne kryterium utraty prawa wykonywania zawodu i przesłanie go do sądów bez powiadomienia prezydium NRA wzbudziły obawy o wywołanie chaosu i o swoistą weryfikację adwokatów.24 sierpnia 1983 r. wiceminister Jędrzejczak przesłał „listę 70-latków” również do Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego.

Henryk Nowogródzki w krytycznym wobec limitu wieku artykule pt. „Wygnańcy z adwokatury” opublikowanym 7 września 1983 r. w tygodniku „Tu i Teraz” skomentował działanie ministerstwa następującą anegdotą: „Jeden z adwokatów właśnie w dniu swoich siedemdziesiątych urodzin stanął przed sądem i sposobił się do przemówienia. Przed rozpoczęciem mowy obrończej oświadczył sądowi, że urodził się 70 lat temu i wg rodzinnych przekazów w samo południe, o godz. 12-tej. Jest już – ciągnął adwokat – 11:45 i nie zmieści się w ciągu kwadransa. Zapytuje więc, czy sąd zezwoli mu na kontynuowanie wystąpienia po tym, jak zegar zawieszony w sądowej sali wybije dwanaście uderzeń. Sąd zezwolił.”.

Tekst adw. Nowogródzkiego analizowano potem w Ministerstwie Sprawiedliwości. Stronę gazety z wydrukiem jego artykułu otrzymał dyrektor Biura ds. adwokatury i radców prawnych Jerzy Kiełbowicz z ręczną adnotacją wiceministra Jędrzejczaka: „Ob. Naczelnik J. Kiełbowicz. Uprzejmie przesyłam do wiadomości i wykorzystania”

Cóż, niektóre historie nie powinny być nigdy zapomniane…

Malkontentom pro memoria

Kiedy słyszę narzekania zawodowych kolegów na ciężki los współczesnego adwokata na konkurencyjnym rynku usług prawnych, staram się dodać im otuchy, wskazując na warunki, w jakich pracowali kilkadziesiąt lat temu nasi poprzednicy, kiedy dominującą formą wykonywania zawodu były siermiężne zespoły adwokackie, minister ustalał obowiązujące stawki wynagrodzeń, w sprawach z urzędu praca była darmowa, a nadto – o czym najmniej się pamięta – przez kilkanaście lat obowiązywał limit miesięcznego wynagrodzenia w zespole.

I tak, na posiedzeniu 26 czerwca 1965 r. Naczelna Rada Adwokacka, pod presją organu nadzorczego, czyli Ministerstwa Sprawiedliwości, określiła górny limit wynagrodzenia miesięcznego członków wszystkich zespołów adwokackich w Polsce. NRA zmieniła po prostu regulamin prowadzonego przez nią Funduszu Samopomocy Koleżeńskiej w ten sposób, że nadwyżka ponad kwotę 10 000 zł (ok. 7 850 zł netto) stawała się od 1 lipca 1965 r. składką na ten fundusz, odprowadzaną przez zespół w ciągu 7 dni od dnia sporządzenia arkusza rozliczeniowego. Rozliczenie w systemie miesięcznym, a nie rocznym, było niekorzystne, gdyż utrata nadwyżki następowała bez względu na wyniki w innych miesiącach. Innymi słowy była ona potrącana za dany miesiąc, bez względu na to, jakie było średnie miesięczne wynagrodzenie w skali roku.

Adwokaci próbowali sobie z tym radzić na różne sposoby, np. poprzez utrzymywanie części wpłaconych przez klientów kwot na tzw. koncie kosztów i stopniowe czerpanie z nich w kolejnych miesiącach na wynagrodzenia, aby mieć je równomiernie rozłożone i poniżej górnego limitu miesięcznego. Za działanie takie groziła jednak odpowiedzialność dyscyplinarna, a liczne wizytacje starannie sprawdzały stan kont w zespołach.

Dopiero zwołany po raz pierwszy od 1959 r. Zjazd Adwokatów w Poznaniu w styczniu 1981 r. wezwał NRA do usunięcia limitu zarobków. Choć zjazd ten odbył się bez ustawowej podstawy, jego uchwały były w samorządzie respektowane jako drogowskaz adwokatury. Na posiedzeniu NRA 29 marca 1981 r. zabierający głos dziekani zgodnie przekonywali, że limit taki powinien zniknąć z adwokackich regulacji, ale pamiętano, że na taką zmianę potrzebna jest zgoda ministra sprawiedliwości. Tego dnia jednogłośnie podjęto uchwałę o uchyleniu punktu b w § 2 ust. 1 Regulaminu FSK o limitowaniu zarobków, co minister zatwierdził 10 grudnia 1981 r., tj. po ponad ośmiu miesiącach, ale szczęśliwie dla adwokatury przed wprowadzeniem stanu wojennego.