Po 25 latach ukazało się polskie wydanie „Listów do młodego prawnika” Alana Dershowitza – profesora Harvardu i adwokata, znanego z obrończych dokonań i ciętego języka. Chciałoby się powiedzieć: „lepiej późno niż wcale”, bo to lektura przydatna prawnikom bez względu na wiek i w pewnym zakresie krzepiąca. Wynika z niej, że pomimo znacznych różnic pomiędzy amerykańskim i polskim systemem prawnym, mamy niejednokrotnie podobne problemy. Sąd zawodowy ma przed rozprawą już wyrobiony pogląd na jej rozstrzygnięcie (ach, te posiedzenia przedsesyjne!), więc nie słucha końcowych wystąpień. Choć rozstrzygnięcie sprawy zależy w największej mierze od stopnia przygotowania zawodowego pełnomocnika, wciąż nie brakuje prawników, którzy to bagatelizują i uważają, iż wygrają tylko dzięki umiejętnościom na sali sądowej. Prokuratorzy lubią iść na skróty, nie bacząc na ryzyko konsekwencji w konfrontacji z sądem.
Nie zabrakło tu rozważań, czy adwokat może bronić złej sprawy (wg słów Dershowitza: „złych ludzi”). Zgłoszone niedawno w mediach społecznościowych przez profesor Magdalenę Środę zarzuty wobec adwokata Jacka Dubois potwierdzają, że nawet ludzie wykształceni mają problem ze zrozumieniem istoty zadań i społecznej roli adwokata. Jeśli czyjeś postępowanie uznają za naganne, to za takie uważają także podjęcie się roli zawodowego pełnomocnika czy obrońcy takiej osoby. Warto zatem przypomnieć, że Dershowitz przywołuje przykład Johna Adamsa, Abrahama Lincolna i Clarence Darrowa na uzasadnienie tezy, iż nie ma nic nagannego w zapewnieniu pomocy prawnej – powtórzmy jego określenie – „złym ludziom”. Warto zapamiętać jego przesłanie: „Osobiście gardzę przestępcami i zawsze kibicuję dobrym ludziom – chyba, że reprezentuję jednego z tych złych”. Podobnie rzecz ma się z zarzutem rzekomej naganności podjęcia się obrony osoby majętnej. „Skandalem nie jest to, że bogaci są gorliwie bronieni; skandalem jest to, że biedni i klasa średnia nie są” – pisze, odnosząc to do amerykańskich realiów, i trudno się z nim nie zgodzić.
Przy okazji trzeba zwrócić uwagę, jak kwestię podjęcia lub odmowy przyjęcia sprawy, czy choćby udzielenia porady prawnej, postrzega polski ustawodawca. Wszystkie przedwojenne akty prawne regulujące status adwokatury upoważniały adwokata do odmowy pomocy prawnej bez podania powodu. Od 1950 roku, bez względu na zmianę ustroju państwa i oceny PRL jako „czasu słusznie minionego”, adwokat (jak i radca prawny) może odmówić udzielenia pomocy prawnej tylko z ważnych powodów (de lega lata adwokat ma je nawet podać na uzasadnienie odmowy), a w przypadku wątpliwości kwestię tę rozstrzyga dziekan lub okręgowa rada adwokacka (art. 28 ust. 1 Prawa o adwokaturze).
Wracając do Dershowitza – jego refleksje zapadają w pamięć. „Jeśli wszyscy cię lubią, to znaczy, że robisz coś nie tak” – stwierdza. „Ci, którzy podejmują się najtrudniejszych spraw, przegrywają najczęściej. Ale czasami potrafią też wygrać sprawy, które wydawały się niemożliwe do wygrania. I na tym polega fascynująca praca adwokata” – zauważa „Nie ryzykuj tym, czego masz za mało, by zdobyć to, czego masz pod dostatkiem” – radzi, a co przywołuje na potwierdzenie słuszności tej porady, to już przeczytajcie Państwo sami (s. 67-71). Zachęcam do lektury. Sprawiła mi przyjemność i skłoniła do przemyśleń, choć wg brzmienia tytułu nie do mnie była adresowana.